Polecamy

WWW-mysliborz

WWW-powiat mysliborski

Każdy ma swoje San Michele - biblioteka poleca

In angello cum libello

„Szczęście możemy znaleźć tylko w nas samych” – mawiał dr Munthe, autor „Księgi z San Michele”, w której ten niewidomy starzec otworzył tysiącom ludzi oczy na piękno świata. Axel Munthe lekarz – pisarz – humanista, opiekun biedaków i zwierząt…
Taki napis widnieje na ścianie jego willi n Capri, słodkiej wyspie przerażającej nadmiarem piękna. Dom w San Michele budował ten „przeklęty Szwed” sam, prawie 30 lat. Nie miał architekta. Pomagali mu chłopi z Anacapri. Willa San Michele, symbol urzekającej harmonii, prostoty i wdzięku stała się jego arkadią, w której znajdował uspokojenie i drogę do „ładu serca”. Gawędząc z prostymi ludźmi, mieszkańcami wyspy, przy szklance białego wina z winnicy księdza don Konisia, odzyskiwał wiarę w Boga i człowieka, która go często opuszczała, gdy umierali jego pacjenci, biedacy  najbiedniejszych dzielnic Paryża i Rzymu. Wierzył w posłannictwo i odpowiedzialność obranego zawodu. Na wieść  wybuchu epidemii cholery w Neapolu pojechał tam natychmiast, by czuwać przy umierających, łagodząc ich ból słowami nadziei i pocieszenia. Patrząc na czerniejące trupy powiedział: ”Można żyć bez Boga, ale znacznie trudniej jest bez niego umierać.”
Brał udział w akcji ratunkowej podczas trzęsienia ziemi w Messynie. Rząd włoski obsypał go za to odznaczeniami, których nie przyjął. Myślami był w swej arkadii i powrót tam był dla niego jedyną nagrodą. Ta słodka wyspa szczególnie nadawała się do pocieszani strapionych i nieszczęśliwych. Tam zamieszkał pod koniec swojego życia najsmutniejszy z rzymskich cesarzy Tyberiusz. Swetoniusz pisze, że na Capri Tyberiusz dopuścił się złowrogich czynów wobec swoich poddanych. Ile w tym prawdy, nie wiadomo. Do dziś jednak słowo Timberio brzmi w języku Capri jak ostrzeżenie. Albo jak przekleństwo. Posępny cień cesarza zawisł nad słoneczną wyspą. Dr Munthe niósł pomoc nie tylko ludziom, ale także zwierzętom, które kochał i rozumiał. Zwierzęta towarzyszyły mu zawsze i wszędzie, a zwłaszcza psy, których miał na San Michele całe tabuny. Dla jaszczurek gwizdał arię z „Travity”, bo zauważył, że najbardziej lubią Verdiego. Dla pawiana Billego miał zawsze dobre wino, po którym ten niewierzący osobnik rzucał butelkami. Kochał śpiew ptaków, zwłaszcza z sąsiedniej wyspy Barbarossy, którą kupił za bajońską sumę od rzeźnika, ratując w ten sposób od sideł tysiące ptaków odpoczywających tam w drodze na Północ. Tutaj, w domu, który sobie wymarzył, zbudowanym na ruinach wilii Tyberiusza, napisał książkę swojego życia – „Księgę z San Michele”. Zamknął w nie swój osobliwą duszę, charakter swój i umysł niezwykle żywy i twórczy. Wyśmienita lektura. Przeczytałam tę książkę jednym tchem i to nie jeden raz. Sądzę, że każdy czytelnik, który sięgnie po tę  książkę, być może po raz pierwszy, podda się jej urokowi i dzięki niej znajdzie swoją życiową drogę, która zaprowadzi go tam, gdzie jego miejsce, jego San Michele.
 
Książkę poleca: Barbara Augustynowicz

Statut szkoły

Podręczniki

podreczniki

1023264
Dzisiaj
Ten tydzień
Ten miesiąc
Wszystkie
409
1974
8910
1023264

Twój IP: 54.227.104.40